Let me be myself so I can shine with my own light
| Hi! My name is Kate also known as Kitty or CorruptedK. I'm a 23 years old aspiring writer from Poland. Quite obsessed with One Direction, movies and food. Writing is my passion. Forever young...

Wszystkie historie są mojego autorstwa. Zabrania się kopiowania.
Wszystkie pytania lub opinie na temat moich FF1D można kierować na Tumblr i Twitter.
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach, skontaktuj się ze mną pod numerem Gadu-Gadu, który jest podany w zakładce Kontakt.
16:02 // 9 kwiecień 2013 | 109 notek  

Wanna Be Loved - Rozdział dwudziesty pierwszy

image

OpisLiam Payne to samotny ojciec, wychowujący trzyletniego synka, wciąż cierpiący po stracie ukochanej i próbujący wyjść na prostą. Niall Horan to beztroski dwudziestolatek, marzący o karierze muzyka, grywający w klubach i barach, by zarobić na życie i korzystający z każdej chwili, by się zabawić, niemyślący o ustatkowaniu się. Różnią się, nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak stają się dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają.

AU – alternatywna rzeczywistość, One Direction nie istnieje

Paring: Niam (Liam Payne & Niall Horan) oraz Zouis (Louis Tomlinson & Zayn Malik).

Ostrzeżenie: Zawiera wątki homoseksualne oraz sceny przeznaczone dla dorosłych, przekleństwa, używki.

Od autorki: Hi! Przepraszam, po raz kolejny, że tyle to trwało. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z rozdziału, choć należy on do tych bardzo poważnych… Dlatego mam pewne obawy. Jak zawsze! 

Miłego czytania. Love you all! xx

Rozdział dwudziesty pierwszy

sobota, 31 marzec 2012 roku

Słońce ostro świeciło w oczy, budząc mnie w ten najbardziej nieprzyjemny sposób. Jeszcze zanim uniosłem powieki, wiedziałem, że mam kaca; pulsowanie w głowie oraz suchość w ustach były tego niezbitym dowodem.

Zdusiłem przekleństwo i przyłożyłem ramię do oczu, żeby odciąć się od tego irytującego słońca, po czym przewróciłem się na drugi bok i…

Wylądowałem na dywanie.

– Znów to samo – jęknąłem żałośnie, unosząc się na łokciach i nieprzytomnie rozejrzałem się dookoła. Przed oczami miałem jedynie dziecięcą, kolorową ciężarówkę, a na jej przyczepie leżał mój prawy but. Zdecydowanie byłem u Liama.

Nie miałem najmniejszego zamiaru podnosić się z podłogi, bo całkiem przyjemnie leżało mi się na miękkim dywanie. Czułem, że jest jeszcze wcześnie, więc mógłbym pospać trochę dłużej z nadzieją, że ból głowy zniknie, gdy drugi raz się obudzę.

W końcu udało mi się zasnąć z policzkiem przyduszonym do miło pachnącego dywanu, ale obudził mnie głośny huk, a potem trzask drzwi. Poderwałem się na kolana, nie bardzo wiedząc, co się dzieje i dopiero po chwili dotarło do mnie, że to pewnie Liam robił tyle hałasu.

Przyłożyłem dłoń do głowy, próbując jakoś powstrzymać młynek przed oczami, bo ten nagły ruch tylko nasilił mojego kaca i chwyciwszy się brzegu stołu, powoli wstałem z dywanu.

Pokój wirował dookoła mnie, ale jakoś zdołałem utrzymać równowagę i już miałem zrobić krok do przodu, gdy wspomnienia z poprzedniego wieczora uderzyły we mnie jak potężny młot. Przekląłem głośno. Pocałowałem Liama. Kurwa mać, pocałowałem go.

Liam był biseksualny, Liam leciał na facetów. Liam pozwolił mi się pocałować. A ja sam to zainicjowałem. Co mi, kurwa mać, odbiło?!

Opadłem na kanapę, czując, że nogi mam jak z waty, a ból głowy się nasila.

No dobra, byłem pijany, Liam też i twierdził, że nie jest pewien swojej orientacji. Był zdezorientowany, ale właśnie dlatego nie powinienem zachowywać się w ten sposób. Nie powinienem tak po prostu zaproponować mu siebie jak w ramach jakiegoś głupiego eksperymentu. Zamierzałem mu pomóc w odkryciu siebie, ale nie w ten sposób - narażając naszą przyjaźń i praktycznie psując coś naprawdę dobrego, co wreszcie spotkało mnie w życiu.

To Liam Payne – zbyt miły i grzeczny, by skopać mnie za to, co zrobiłem. Nie skrzywdziłby nawet muchy, nie reagowałby gwałtownie. Liam był po prostu dobrym człowiekiem. I właśnie dlatego nie powinienem był go całować, narzucać mu swojej zepsutej osoby. Ponieważ był typem osoby, która uważała nawet zwykły pocałunek za coś ważnego; nie chciałby zmarnować go dla kogoś, do kogo nic nie czuje, ponieważ na pewno uważał, że wszystko powinno mieć jakieś znaczenie. Nie pogodzi się z faktem, że całował się z innym kolesiem bez żadnego powodu.

Liam mógłby w inny sposób odkryć swoją orientację. Spotykać się z ludźmi, poznawać innych facetów, spędzać czas z kimkolwiek by chciał, ponieważ był cholernie atrakcyjnym chłopakiem, więc nie byłoby to dla niego problemem. Nie mogłem sobie tak po prostu narażać naszej przyjaźni i robić tego, co tylko przyjdzie mi na myśli, przez moje widzimisię albo pijacki wybryk. Mogłem mieć tylko nadzieję, że między nami nic się nie zmieni.

Chwilę później wyszedłem na korytarz, by znaleźć coś, co załagodziłoby suchość w gardle i ból głowy. Nie ufałem zbytnio moim nogom, więc podczas wolnego spaceru do kuchni trzymałem się jedną ręką ściany. Drzwi do łazienki pozostały uchylone, a odgłosy z niej dobiegające powiedziały mi, że Li był w o wiele gorszym stanie ode mnie.

Współczułem mu, ale mimowolnie zachichotałem pod nosem. Kto by pomyślał, że ten niepozorny chłopak dobrowolnie doprowadzi się do takiego stanu. No, nie całkiem dobrowolnie; ten Conor miał w tym spory udział, a Liam był zbyt miły, by po prostu go spławić, widziałem to wyraźnie. Mogłem się założyć, że wczoraj po raz pierwszy wypił tak dużo.

Nie zamierzałem zaglądać do łazienki w obawie, jak mój żołądek zareaguje na widok rzygającego chłopaka. A dołączenie do niego nad kiblem było ostatnią rzeczą, jakiej pragnąłem w tym momencie. Zamiast tego wszedłem do kuchni, prawie potykając się o jakąś zabawkę, która leżała w progu, a gdy udało mi się odzyskać równowagę, podszedłem do lodówki. Otworzywszy ją szeroko, rozejrzałem się po wnętrzu, mrucząc pod nosem razem z cichym warkotem urządzenia. Liam znowu miał w niej pełno zdrowego żarcia, żadnych węglowodanów czy czegoś tam. Na szczęście znalazłem też butelkę zwykłej wody, którą pochwyciłem z okrzykiem radości.

Nie wiedziałem, gdzie Liam trzyma jakieś leki przeciwbólowe, więc zacząłem po kolei otwierać i zamykać szafki w kuchni, ale żadna apteczka nie wpadła mi w ręce; pewnie wszystko schowane było w łazience albo w jego pokoju. Spędziłem w tym mieszkaniu tyle czasu, by móc poruszać się po nim dość pewnie, ale czułem, że Liam nie byłby zadowolony, gdybym zbytnio się panoszył.

Wróciwszy do salonu, odnalazłem moje ciuchy, które niedbale zrzuciłem z siebie w nocy i wsunąłem na tyłek spodnie. Nie przeszkadzało mi paradowanie po mieszkaniu w samych bokserkach, ale tym razem w budynku było jakoś dziwnie zimno, więc na moich rękach szybko pojawiła się gęsia skórka.

Po wypiciu dwóch szklanek wody, zacząłem czuć się o wiele lepiej, a ta nieprzyjemna suchość w gardle zniknęła. W końcu zdecydowałem się sprawdzić, co z Liamem, bo dość długo nie wychodził z łazienki. Martwiłem się, bo co jeśli zasnął z głową w muszli klozetowej? Takie coś wiele razy zdarzyło się Zaynowi, o czym wspominałem mu przy każdej okazji, by tylko zobaczyć na jego twarzy ten komiczny grymas obrzydzenia.

Liam nie zasnął. A raczej tak mi się wydawało. Kiedy wszedłem do łazienki, siedział na kafelkach z plecami opartymi o ścianę; jego oczy były zamknięte, ręce zwisały bezwładnie wzdłuż ciała, ale pierś unosiła się zbyt szybko, by mógł spać. Wyglądał tak żałośnie, że z trudem opanowałem rozbawienie.

– Żyjesz, Li? – spytałem radosnym tonem, a w odpowiedzi drgnął lekko i jęknął ledwo słyszalnie.

– Nie wiem…

Zachichotałem pod nosem, słysząc słaby głos chłopaka. Nie powinienem czerpać z tego aż takiej radości, ale nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zobaczę go w takim stanie. To przecież Liam. Dlatego długo nie pozwolę mu o tym zapomnieć, jak przystało na prawdziwego przyjaciela.

Spuściłem wodę w sedesie i ukucnąłem przed nim. Jego powieki rozwarły się nieznacznie, jakby uniesienie ich byłoby trudne. Wzrok miał mętny, rozbiegany, a zaszklone oczy patrzyły na mnie tak, jakby nawet mnie nie widziały. Chyba nadal nie całkiem wytrzeźwiał albo był zbyt wykończony. Nagle przestało być mi do śmiechu.

– Nie masz mocnej głowy, Li, oj nie – stwierdziłem łagodnym tonem, na co wykrzywił usta w grymasie. Położyłem dłoń na jego ramieniu.

– Nigdy więcej nie będę pił – wymamrotał, przechylając głowę w prawo, a jego policzek opadł na moją dłoń, która nadal leżała na jego ramieniu.

– Gdybym dostawał kasę za każdym razem, gdy usłyszę albo wypowiem ten tekst, byłbym teraz miliarderem.

Kącik jego ust zadrgał lekko, jakby chciał się uśmiechnąć.

– Mądrala.

Roześmiałem się głośno, a głowa Liama nagle poderwała się do góry, a z jego ust dobiegł zbolały jęk, więc pospiesznie zamilkłem.

– Będziesz jeszcze rzygać? – spytałem, z zaciekawieniem obserwując jego pobladłą twarz. Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, aż pokręcił przecząco głową. – No to wstawaj.

Znów jęknął pod nosem.

– Tu mi dobrze…

– Wierz mi, lepiej będzie ci w łóżku – odparłem, wstając z podłogi, by pomóc mu wstać. – Wszędzie dobrze, ale w łóżku najlepiej.

Zadarł lekko głowę do góry, marszcząc czoło.

– Nie tak to szło.

– Mądrala – powiedziałem z rozbawieniem.

Pochyliłem się, by chwycić go pod ramię i podnieść do góry, co okazało się dość trudnym zajęciem, ponieważ jego ciało było kompletnie bezwładne, a Liam nie należał do najlżejszych osób; pewnie przez te mięśnie, które czułem pod koszulką, gdy mocno obejmowałem go w pasie, aby pomóc mu ustać w pozycji pionowej. Jego głowa opadła na moje ramię, a ciepły oddech omiótł szyję. Skrzywiłem się, bo ten oddech zdecydowanie nie pachniał jak perfumy Bossa.

– Musisz umyć zęby.

Zrobiłem dwa kroki w kierunku umywalki, ciągnąc go za sobą, lecz kompletnie nie chciał współpracować i ledwo poruszał nogami. Sapnąłem z wysiłku, widząc, że dojść do sypialni nie będzie wcale takie proste z tym wielorybem, którego miałem obok siebie. Jakoś udało mi się posadzić go na sedesie, po czym odkręciłem kurek i wsunąłem dłonie pod zimną wodę. Kilka razy chlusnąłem nią sobie w twarz. Aż odetchnąłem z ulgą, gdy chłodna ciecz pociekła z mojej brody na nagą klatkę. Tego było mi potrzeba.

Pochwyciłem jedną z dwóch szczoteczek, odgadując, że ta niebieska musi należeć do Liama (wątpiłem, by używał szczoteczki ozdobionej dinozaurami) i nałożyłem na nią trochę pasty. Uniosłem ręce Liama i wsunąłem w jego palce szczoteczkę, a kiedy spojrzał na mnie zdezorientowany, wskazałem wymownie na swoje usta. Jego wzrok padł na moje wargi, a czoło zmarszczyło się.

– Chyba kojarzysz, jak tego się używa, co? – spytałem z przekąsem. Posłał mi krótkie spojrzenie, ale w końcu powolnymi ruchami zaczął myć zęby. Parsknąłem śmiechem, kiedy po brodzie pociekła strużka białej pasty, więc podałem mu ręcznik, który przyjął z lekkim skinieniem głowy, jakby mi dziękował.

Niepewnie wstał i, pochylając się nad umywalką, wypłukał usta oraz przemył twarz chłodną wodą. Nadal wyglądał beznadziejnie i półprzytomnie, ale tym razem, gdy znów objąłem go ramieniem, by wyprowadzić z łazienki, szedł o własnych siłach.

– Dawno tak łatwo nie udało mi się zaciągnąć kogoś do łóżka – zażartowałem, gdy padł jak worek ziemniaków na materac. Zignorował moje słowa, jakby ich nie słyszał i wtulił się w poduszkę z ciężkim westchnięciem. Pościel leżała pomięta w nogach łóżka i nadal miał na sobie ciuchy z zeszłego wieczora, których nie zdołał zdjąć, gdy wróciliśmy z klubu. Wiedziałem, że będzie mu niewygodnie, ale pochwyciłem koc, który leżał w fotelu pod oknem i zarzuciłem na niego. Mruknął pod nosem coś niewyraźnego, po czym przetoczył się na drugi bok i nagle jego oczy wpatrywały się we mnie o wiele przytomniej niż chwilę wcześniej. Z jakiegoś powodu zacząłem czuć się niepewnie pod spojrzeniem tych dużych, czekoladowych tęczówek.

Przypomniałem sobie, jak patrzył na mnie w nocy, gdy staliśmy sami w ciemnej alejce. Nie miałem pojęcia, dlaczego wtedy postanowiłem go pocałować. Nie był to impuls, nie była to myśl, która pojawiła się nagle w mojej głowie albo krążyła po niej od dawna. Po prostu to zrobiłem. Nie dlatego, że tego chciałem. Liam nie interesował mnie w ten sposób, nie pociągał mnie, nie myślałem o nim jako o moim następnym kochanku, którego przelecę i zostawię. Nie, nie chodziło o to. Nie mógłbym tak po prostu przespać się z nim, a potem odejść, co robiłem zawsze. Chciałem mieć w nim przyjaciela, ale teraz przez moją głupotę mogłem wszystko zepsuć. A nawet nie znałem moich motywów, które poprowadziły mnie do jego ust; to się stało i tyle, bez myślenia nad tym, bez żadnych motywów.

Liam nie powiedział nic. Tylko patrzył na mnie przez dłuższą chwilę. Wytrzymałem jego spojrzenie, zastanawiając się, co ono oznacza, ponieważ z jego oczu nie potrafiłem niczego wyczytać. Żadnej złości, rozżalenia, rozczarowania ani tym bardziej radości. Nienawidziłem takich pustych spojrzeń.

Praktycznie podskoczyłem w miejscu, gdy z jakiegoś miejsca w pokoju zaczęła dobiegać muzyczka dzwoniącego telefonu. Wyraz twarzy Liama zmienił się diametralnie, pojawiło się cierpienie i momentalnie zakrył się kocem aż po sam czubek głowy, chyba chcąc stłumić odgłos.

– Odbierz – wymamrotał zduszonym głosem. Pokręciłem głową z dezaprobatą, po czym zacząłem się rozglądać po pokoju w poszukiwaniu grającego urządzenia, które po chwili wydobyłem spod stolika w kącie pokoju, który został zawalony jakimiś gazetami.

– Ruth dzwoni? – powiedziałem, wpatrując się w wyświetlacz. Nagle mnie olśniło. – Twoja siostra?

– Odbierz. Nie mam siły z nią rozmawiać.

Westchnąwszy, wcisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha. Od razu rozległ się rozgorączkowany głos po drugiej stronie linii.

– Liam, wiem, że mnie zamordujesz, ale… to nie moja wina! Nie mogłam tego przewidzieć. Pieprzone urządzenie! Wszystko przeciwko mnie…

– Ekhm, cześć – wtrąciłem w momencie, gdy urwała, by nabrać powietrza. Zaległa cisza.

– Kto mówi?

– Niall.

– Niall? Co za… Och, pamiętam! Przyjaciel Liama. – Jej głos nagle stał się bardziej radosny, choć nie spodobał mi się sposób, z jakim wypowiedziała słowo „przyjaciel”. – Cześć, Niall. Co u ciebie? Nie, zaraz. Nie obchodzi mnie, co u ciebie, mam ważniejsze sprawy na głowie.

– To miło. – Parsknąłem śmiechem. Co jak co, ale Ruth wydawała się być wyjątkową osobą, w żaden sposób nie przypominała z zachowania swojego brata, który nadal leżał pod kocem i jęczał żałośnie, abym mówił ciszej. Spojrzałem w jego stronę z rozbawieniem.

– Podasz mi Liama? Nawet nie zamierzam pytać, co robisz u niego o siódmej rano. Nie mam na to czasu.

– Co się stało? – spytałem, a moją uwagę nagle przykuły gazety rozłożone na stole. Zauważyłem, że większość z nich przyozdobiona jest czerwonymi albo zielonymi kółeczkami, a gdy przyjrzałem im się bliżej, zorientowałem się, że pozaznaczane są najróżniejsze oferty pracy. Uśmiechnąłem się do siebie, zanim usłyszałem, że Ruth nadal coś do mnie mówi.

– I wczoraj wieczorem wszystko było w porządku – powiedziała. – Nastawiłam pranie, włączyłam, a rano obudziłam się, aby zastać całą łazienkę i nawet korytarz zalane wodą! Ta jebana pralka po prostu wybuchła!

– Brzmi beznadziejnie – mruknąłem, lekko się krzywiąc na samą myśl.

– Dlatego nie mogę dzisiaj zająć się Alexem – powiedziała z żalem w głosie. – Muszę doprowadzić mieszkanie do porządku, a potem czekać na faceta, który tę pralkę naprawi albo pomoże mi wyrzucić ją przez okno. Liam sam musi odebrać Alexa od naszych rodziców.

– Nie ma sprawy. Przekażę mu. – Zerknąłem w stronę łóżka, ale sądząc po tym, że koc nawet się nie ruszał, Liam najwyraźniej zasnął. – Choć nie wiem, czy Li będzie w stanie chociaż stanąć prosto. Trochę przeholowaliśmy.

– Wy? – W jej głosie dosłyszałem coś dziwnego, na co zmarszczyłem czoło, nie wiedząc, dlaczego wypowiada ten zaimek z podejrzliwością w głosie.

-W klubie. Liam chyba po raz pierwszy porządnie się nawalił. – Mimowolnie parsknąłem śmiechem na samą myśl.

– Nareszcie. Przekaż Liamowi, że nie mogę zająć się Alexem przez moją pieprzoną pralkę, więc musi odebrać go od rodziców…

– A oni nie mogą zająć się nim dłużej?

– Nie mogą. – Westchnęła. – Gdyby mogli, nie byłoby żadnego problemu, prawda?

Otworzyłem usta, żeby jakoś odpowiedzieć na to dość uszczypliwe pytanie, które zadała, jakby uważała mnie za głupka, ale dziewczyna zdążyła się rozłączyć, nim palnąłem jakąkolwiek ciętą ripostę.

Odłożywszy telefon na stolik, przeszedłem przez pokój i pochyliwszy się nad łóżkiem, potrząsnąłem ramieniem Liama. Gdy nie zareagował, nieznacznie uniosłem koc.

– Twoja siostra nie może odebrać Alexa od twoich rodziców, bo pralka wybuchła – powiedziałem, wpatrując się w jego bladą i spokojną twarz. Słyszał moje słowa, bo lekko zmarszczył czoło. – Chyba musisz wstać.

– Nie chcę – jęknął słabo, ciągnąc za brzeg koca, by znów się nim zakryć, ale trzymałem zbyt mocno. Oczy miał ciasno zaciśnięte, a czoło nadal zmarszczone, więc spokojnie czekałem, aż dotrą do niego moje słowa. Po krótkiej chwili uniósł powieki i zamrugał szybko. – Muszę wstać.

Uśmiechnąłem się pod nosem i odsunąłem, kiedy powoli zaczął się podnosić do pozycji siedzącej. Udało mu się samodzielnie zsunąć nogi z materaca na podłogę, ale wyprostowanie się już nie było takie proste. Nagle pobladł, potem pozieleniał i z powrotem opadł na poduszki z głośnym jękiem, przykładając ramię do czoła, a powieki zacisnął, najwyraźniej próbując zapanować nad młynkiem w głowie i w żołądku.

– Nic z tego nie będzie? – spytałem, nawet nie starając się ukryć rozbawienia. Zayn miał rację; powinienem nauczyć się współczucia w takich sytuacjach, ale kac zawsze mnie bawił, kiedy to nie ja na niego cierpiałem.

– Daj mi chwilę – mruknął ochryple. – Zabiję Louisa. Zabiję Nialla.

– To ja – wtrąciłem, a kiedy odsunął rękę od czoła, by na mnie spojrzeć, pomachałem do niego zamaszyście. – Teoretycznie sam jesteś sobie winien, Li. Nikt z nas nie kazał ci pić. Z wyjątkiem tego Conora czy jak mu tam.

– Conor? – powtórzył ze zdezorientowaniem. Jego oczy otworzyły się szerzej w zrozumieniu. – Cholera jasna…

Parsknąłem śmiechem. Chyba nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby przeklął.

– Mogę pojechać po Alexa – powiedziałem nagle bez zbytniego zastanowienia. Pewne było, że Liam nie wstanie z łóżka i zdecydowanie nie powinien jechać samochodem w takim stanie, nawet jeśli udałoby mu się jakoś wyjść z domu.

Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.

– Niall, nie mogę…

– Daj spokój – żachnąłem się. – Pojadę po niego, przywiozę go tutaj, a ty w tym czasie doprowadzisz się do porządku. Czuję się o wiele lepiej od ciebie. Nawet jeszcze porządnie nie wytrzeźwiałeś. Daj mi klucze, podaj adres i zadzwoń do swoich rodziców, ponieważ nie chcę zostać zaatakowany. Praktycznie obcy facet przyjdzie po ich wnuka.

Liam cały czas wpatrywał się we mnie z tym swoim nieodgadnionym wyrazem twarzy, ale tym razem w jego oczach zobaczyłem coś łagodnego. Nie wiedziałem, czy właśnie zamierzał mi podziękować, ale czułem się już wystarczająco niekomfortowo przez to wszystko, co działo się w ciągu ostatnich kilku godzin, że nie chciałem jeszcze bardziej pogarszać sytuacji. Nie potrzebowałem jego podziękowań ani wdzięczności.

Podałem mu jego komórkę i wyszedłem z pokoju, aby się w końcu ubrać. Słyszałem, jak Liam rozmawia ze swoimi rodzicami i przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, co we mnie nagle wstąpiło. Zrobiłem to dlatego, żeby jakoś odpokutować za własne czyny czy po prostu tego chciałem, kompletnie bezinteresownie? Pewne było jedno: czułem wyrzuty sumienia i wiedziałem, że zjedzą mnie od środka, jeśli niczego nie naprawię. Musiałem mieć pewność, że między nami wszystko pozostanie po staremu, pomimo tego pocałunku.

*

– Liam. Liaaaaaaam. Liam. Liam!

Jęknąłem cicho, kiedy po mojej głowie nieprzyjemnie rozniósł się ból spowodowany upierdliwą piosenką złożoną z mojego imienia. Zamrugałem, chcąc przepędzić resztki snu i zrobić cokolwiek, by uciszyć tego, kto swoim nuceniem doprowadzał mnie do szału. Obraz przed moimi oczami nadal był rozmazany, lecz po krótkiej chwili udało się rozpoznać twarz, która znajdowała się nade mną.

– Zamknij się, Lou – wystękałem, wtulając twarz w miękką poduszkę.

– Słucham? To ja przychodzę, żeby sprawdzić, jak się czujesz, a ty odzywasz się do mnie w taki sposób? Gdzie twoje maniery, Payne?!

Westchnąłem ciężko, całkowicie ignorując jego słowa i spróbowałem ponownie zapaść w sen, byle tylko nie myśleć o łomotaniu w głowie oraz młynku w żołądku. Poczułem, że materac obok mnie ugina się pod czyimś ciężarem, a chwilę później na moim czole znalazło się coś zimnego. Odetchnąłem z ulgą.

– Może być?

Mruknąłem w potwierdzeniu i zamknąłem oczy, rozkoszując się przyjemnym chłodem, który łagodził ból. Byłem zbyt osłabiony, aby gniewać się na przyjaciela za wyrwanie mnie ze spokojnego snu, a ukojenie, które ze sobą przyniósł, sprawiło, że poczułem się o wiele lepiej.

– Co tu robisz? – spytałem po chwili. Obraz się wyostrzył i teraz wyraźnie widziałem jego oblicze. Miał wory pod oczami, a jego twarz pozbawiona była kolorów, lecz uśmiechał się czule.

– Musiałem sprawdzić, czy przetrwałeś wczorajszą noc – powiedział, a kącik jego ust uniósł się w perfidnym uśmiechu. – Jestem pod wrażeniem. Nigdy wcześniej nie widziałem cię w takim wydaniu.

Wywrócenie oczami wydawało się zbyt wielkim wysiłkiem, więc nie zareagowałem na jego słowa w żaden sposób. Mój umysł świecił pustkami, nie pamiętałem praktycznie niczego, co miało miejsce poprzedniego wieczora, ale sądząc po tym, jak się czułem, była to noc, którą zapamiętam na długo. A raczej jej konsekwencje.

– Która godzina?

– Po dziesiątej – odparł, rozglądając się po pokoju ze zmarszczonym czołem.

– Więc co tutaj robisz? – zapytałem zdziwiony. Po całonocnym imprezowaniu zawsze miewał bardzo mocnego kaca i był nie do życia przez pół dnia.

– Ja i ty różnimy się pod tym względem, że ja już mam wprawę w upijaniu się – powiedział nonszalancko. – I to ty zmieszałeś pięć różnych drinków. Nic dziwnego, że twój żołądek zachowuje się jak pralka.

Schowałem twarz w poduszce, próbując nie myśleć o wypitym alkoholu, ponieważ to źle wpływało na reakcje mojego ciała.

– Dlaczego nikt mnie nie powstrzymał?

– Byłem zbyt pijany.

Ponownie na niego spojrzałem, zauważając, że zdecydowanie bawi go moje cierpienie. Nawet nie miałem siły, aby zepchnąć go z mojego łóżka, kopnąć albo zrobić cokolwiek innego. Poza tym nie chciałem, aby chłodny ręcznik, który trzymał teraz na moim karku, zniknął. Lou nigdy wcześniej nie bywał tak troskliwy wobec mnie.

– Tak właściwie to jak dotarłeś do domu? – zapytał po krótkiej chwili.

Zmarszczyłem czoło. W głowie wciąż miałem pustkę, a wypełnienie jej graniczyło z cudem. Louis coś do mnie mówił, marudził, że nawet nie raczyłem go powiadomić o moim wyjściu, więc spędził całą noc, zamartwiając się o mnie, co na pewno było bzdurą; wątpiłem, by miał czas na myślenie, co się ze mną działo. Pewnie nawet nie zorientował się, kiedy wyszedłem. Za każdym razem, gdy wychodziliśmy gdzieś razem, Lou praktycznie zapominał o moim istnieniu.

Dopiero po dłuższej chwili mój umysł zaczął pracować. Pojawiały się obrazy: Louis wytaczający się ze swojego mieszkania, Harry mówiący coś do mnie, Conor stojący przed klubem, Niall grający na scenie.

Niall. Widziałem jego twarz coraz wyraźniej, a najdziwniejszej było to, iż znajdowała się tylko milimetry od mojej. Tak blisko, jakby…

– O nie – jęknąłem, nagle podrywając się do pozycji siedzącej. Już nie zwracałem uwagi na ból głowy, choć pokój nagle zaczął wirować, a obraz znów stał się niewyraźny, zamglony. – Niall. Pocałowałem Nialla.

– Co zrobiłeś?

Spojrzałem na Louisa z szeroko otwartymi oczami.

– Pocałowaliśmy się. A raczej on mnie. On… My… – Schowałem twarz w dłoniach, tłumiąc jęk i przekleństwa, które cisnęły mi się na język. Nie tak miało być, to nie powinno się wydarzyć. Dlaczego na to pozwoliłem? Dlaczego Niall to zrobił? Obaj byliśmy pijani, nie myśleliśmy jasno, nie kontrolowaliśmy swoich czynów, ale to w żaden sposób nie usprawiedliwiało naszego zachowania. Niall był moim przyjacielem, a ten pocałunek, którego nawet nie pamiętałem dobrze, jeszcze bardziej namącił mi w głowie.

– Liam. – Uniosłem głowę, słysząc łagodny głos Lou. Położył dłoń na moim ramieniu z czułym spojrzeniem niebieskich tęczówek. – To był tylko pocałunek. Nic więcej, prawda? Nie masz powodu wpadać w panikę. Nie poszedłeś z nim do łóżka po pijaku, prawda? – dodał z lekkim wahaniem, na co tylko pokręciłem zamaszyście głową.

Miałem wielką nadzieję, że nic takiego nie miało miejsca.

– Więc nie jesteś biseksualny? – zapytał po krótkiej chwili. Zmarszczyłem czoło.

– Nie wiem…

Louis wywrócił oczami, a zabrawszy rękę z mojego ramienia, wsunął się głębiej na łóżko, aby oprzeć się plecami o tylną ramę. Usiadł po turecku, poprawiając białą koszulkę, która podsunęła się do góry na plecach, i wbił we mnie badawcze spojrzenie.

– Myślałem, że to jasne – powiedział, splątując przed sobą dłonie. – Pocałowałeś innego kolesia i wpadasz w panikę. Chyba że panikujesz z innego powodu, a nie dlatego, że całowałeś się z osobą tej samej płci.

Zamyśliłem się. Nie byłem do końca pewien, co stało się powodem mojej reakcji. Wczoraj wszystko wydawało się łatwiejsze, nieskomplikowane, a gdy nadszedł poranek, wzeszło słońce, moje życie znów wróciło do tej nieprzyjemnej normalności, w której nie wiedziałem, kim jestem i w jaką stronę zmierzam.

Schowałem twarz w dłoniach, czując, że znów powoli się rozpadam, jak zwykle wszystko wyrywa się spod mojej kontroli, a było to uczucie, którego nienawidziłem najbardziej na świecie.

Nim zdołałem się powstrzymać, zacząłem wyrzucać z siebie wszelkie udręczone myśli, które męczyły mnie od wielu tygodni i nie obchodziło mnie, czy Louis słucha tego, co mówię. Nie zdarzało się, bym żalił się innym osobom, wolałem wszystko dusić w sobie, aby nie okazywać słabości, lecz tym razem nie wytrzymałem. Czułem się paskudnie przez wypity alkohol, pulsowanie w skroniach nasilało się i właśnie dlatego opowiedziałem mu wszystko. Począwszy od rozdzierającej mnie tęsknoty za Brid, po zmartwienie o przyszłość Alexa, o moją bezsilność w praktycznie każdej, codziennej sytuacji. Powiedziałem mu o Edith, której już nigdy nie będę potrafił spojrzeć w oczy; o Niallu, naszych spotkaniach, o pocałunku; także o Conorze.

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się powiedzieć tak dużo. Dostałem jakiegoś słowotoku. Nie mogłem przestać. Louis słuchał mnie z niewzruszoną miną; na pewno nie spodziewałem się zrozumienia. A już tym bardziej tego, co zrobił chwilę po tym, jak skończyłem mówić.

– Ale z ciebie baba, Payne! – wykrzyknął donośnie. Nawet nie zdołałem wyłapać momentu, w którym pochwycił jedną z poduszek, po czym zaczął okładać mnie po głowie. Zakryłem się rękami, nie mając pojęcia, co w niego wstąpiło. Krzyknąłem, by przestał, ale zignorował mnie. – Ale z ciebie idiota! Chryste Panie! – Ponowił atak, uderzając mnie jeszcze dwa razy w głowę, po czym przestał. Niepewnie uniosłem wzrok, nadal ochraniając się rękami. Louis znów siedział po turecku w nogach łóżka, a poduszka spokojnie spoczywała na jego nogach, ale jego wyraz twarzy podpowiadał mi, że jest jednocześnie poirytowany i rozbawiony.

– Co to było? – wydusiłem z niedowierzaniem. Wywrócił oczami.

– Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać – powiedział ostrym tonem, wskazując na mnie palcem. – Od kiedy tylko cię znam zachowujesz się jak totalna ofiara losu. Nie, nie jesteś ofiarą losu. Sam z siebie robisz ofiarę! Masz wspaniałego, mądrego i co najważniejsze zdrowego syna, kochającą rodzinę, która cię wspiera, przyjaciół, którzy skoczą za tobą w ogień… Może odrobinę przesadziłem z tym ogniem, nie jestem aż takim idiotą, by z własnej woli spalić się żywcem – dodał z przekąsem, na co kącik moich ust lekko zadrgał w uśmiechu. – Ale wiesz o co mi chodzi. Masz wszystko, co najważniejsze w życiu. Rozumiem, twoja ukochana nie żyje, to jest do kitu. Ale życie jest do kitu! Nikt nie żyje w pierdolonej bajce. Każdy ma wzloty i upadki, ale siedzenie na tyłku, ciągłe rozpamiętywanie przeszłości, użalanie się nad sobą do niczego nie prowadzi. Trzeba coś zrobić z tym życiem, by było lepsze i przestało być do kitu. Weź się w garść, Liam, bo nie ręczę za siebie!

Wpatrywałem się w przyjaciela z niedowierzaniem, moje oczy były szeroko otwarte, a usta lekko rozchylone. Chciałem coś powiedzieć, ale nie potrafiłem wydusić z siebie słowa.

– W porządku – mruknąłem. Uniósł brew. – Masz rację. Muszę się wziąć w garść.

Przytaknął. Przez krótką chwilę milczeliśmy, aż nagle w moją głowę ponownie uderzyła poduszka. Straciłem równowagę i stoczyłem się z łóżka prosto na twarde panele, a z mojego gardła wyrwał się głośny jęk. Gdy tylko zdołałem się pozbierać i zorientować, co właśnie miało miejsce, usłyszałem głośny śmiech; Louis tarzał się po materacu, trzymając za brzuch. Zacisnąłem dłonie w pięści. Chyba nigdy wcześniej nie miałem tak wielkiej ochoty go uderzyć.

– Skoro już wyszedłeś z łóżka – powiedział, gdy zdołał się opanować – to idź pod prysznic. Cuchniesz wódką i potem. Zrobię ci mocnej kawy. I wrzucę twoją pościel do pralki, bo też śmierdzi.

Obrzuciłem go krzywym spojrzeniem. Louis Tomlinson czasami potrafił być pomocny i przyjazny, lecz częściej okazywał to także poprzez bycie ogromnym dupkiem. Jednak postanowiłem skorzystać z jego rady i wziąłem długi, orzeźwiający prysznic, dzięki któremu poczułem się o wiele lepiej. Głowa nadal pulsowała bólem, lecz mdłości ustały, a moje wspomnienia z poprzedniego wieczora coraz szybciej zaczęły wracać, a mgła, która je otaczała, znikała z każdą chwilą.

Wszedłem do sypialni z ręcznikiem owiniętym wokół bioder i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Louis zebrał wszystkie moje brudne ubrania oraz pościel, zwinął je w kłębek, a stos zostawił po ścianą obok drzwi. Pokręciłem na to głową, nie dziwiąc się, że nie zrobił nic więcej, a raczej narobił jeszcze większego bałaganu.

Wyciągnąłem z szafy czyste ubrania, gdy nagle coś sobie uświadomiłem. Rano rozmawiałem z rodzicami. Pamiętałem głos mojej mamy, lecz nie mogłem przypomnieć sobie tematu rozmowy, ponieważ byłem ledwo przytomny. Ubrałem spodnie i usiadłem na brzegu łóżka, by założyć skarpetki, gdy nagle mnie olśniło.

– Alex! – wykrzyknąłem i momentalnie jęknąłem, łapiąc się za głowę.

- Co się stało?

Odwróciłem się do Lou, który wszedł o pokoju z dwoma parującymi kubkami.

– Miałem odebrać Alexa od moich rodziców – powiedziałem pospiesznie. Sięgnąłem po pierwszą lepszą koszulę i zarzuciłem ją na siebie. – Ruth miała się nim zająć, ale… chyba coś jej wypadło albo wybuchło. Nie wiem. Ale nie może go wziąć do siebie. Rozmawiałem z rodzicami, a… – Wytrzeszczyłem oczy, zatrzymując się w pół kroku. – Niall. Pojechał po Alexa.

Louis odstawił kubki na stolik, wcześniej zrzucając z niego wszystkie gazety, po czym usiadł w fotelu, podciągając kolana pod brodę.

– Dlaczego Niall pojechał po Alexa?

– Nie wiem – wyjęczałem, łapiąc się za głowę. – Mój mózg przypomina roztopione masło.

Lou parsknął śmiechem. Sięgnąłem po mój telefon, który leżał na stole i od razu wybierałem z listy kontaktów numer do blondyna. Zacząłem krążyć po pokoju, wsłuchując w przeciągły sygnał. Dłonie mi się trzęsły, a w gardle pojawiła się gula, której nie mogłem się pozbyć.

– Kurwa mać! – Odsunąłem telefon od ucha, słysząc głośny krzyk. – Liam? Cholera, już jadę. Znaczy… jestem w drodze. Pojechałem do domu, żeby się przebrać i wziąć prysznic, bo nie chciałem przestraszyć ich moim wyglądem, ale nie wiem, jak to się stało, że zasnąłem w fotelu. Już jadę! Będę u twoich rodziców za pół godziny. Mniej więcej… to pieprzony Londyn!

Połączenie zostało przerwane. Opuściłem rękę i spojrzałem zdezorientowany na mój telefon, którego wyświetlacz pokazywał czas rozmowy z Niallem. O ile można było to nazwać rozmową.

– Więc Niall jedzie po Alexa – powiedziałem skołowany.

– Niech zobaczę, czy dobrze rozumiem. – Louis spuścił nogi na podłogę i wyprostował się, prawą pięść wyciągając przed siebie. – Zacząłeś przyjaźnić się z Niallem, który nocował tutaj kilka razy, nic mi o tym nie mówiąc. – Odgiął mały palec, machając nim przed swoim nosem. – Jakiś czas temu chciał cię pocałować, kiedy był pijany. – Teraz trzymał mały palec i serdeczny wyprostowane. – O czym też nie raczyłeś mnie poinformować, ty dupku, wielkie dzięki. Wczoraj upiłeś się, a Niall cię pocałował – wyprostował trzeci palec – przyprowadził cię do domu – odgiął czwarty palec – i chyba go nie przeleciałeś. A teraz pozwoliłeś mu pojechać swoim autem po swojego syna, jakby był niańką do wynajęcia. – Wstał z fotela i całą dłonią uderzył mnie w tył głowy. – Co się z tobą dzieje, Payne?! Powinienem być pod wrażeniem, czy umówić cię na wizytę z psychiatrą?

Nie skomentowałem jego słów w żaden sposób. Potrzebowałem mocnej kawy, kilku tabletek przeciwbólowych i jeszcze wielu godzin snu, aby dojść do siebie. Mimo to byłem pewien, że strach o Alexa oraz niepewność, co teraz stanie się z moją znajomością z Niallem zdecydowanie nie pozwolą mi zmrużyć oka.

*

Wyskoczyłem z samochodu Liama, przeklinając na własną głupotę i na jego stare, beznadziejne auto. Byłem spóźniony o jakąś godzinę i wkurwiony na to przeklęte miasto, które składało się tylko z masywnych korków, a jakby tego mało ,spędziłem ostatni kwadrans na błądzeniu po Camden, bo nie mogłem znaleźć adresu, który podał mi Payne. Szczerze nienawidziłem tego dnia.

Rodzice Liama mieszkali na jakimś przyjemnie wyglądającym osiedlu. Taka przyjazna, rodzinna okolica, gdzie można było spacerować z dziećmi, wyprowadzać pieska, żyć spokojnie i w ciszy. Nawet nie miałem czasu na myślenie, jak bardzo tutaj nie pasuję, ponieważ ostatnie metry pokonałem w biegu, a potem ruszyłem na górę po schodach w kilkupiętrowych budynku, przeskakując o trzy stopnie.

Zatrzymałem się pod drzwiami z numerem dwadzieścia osiem, pod którym wisiała tabliczka „Mr & Mrs Payne”, po czym wdusiłem dzwonek. Zza drzwi dochodził czyjś basowy głos oraz głośny chichot o bardzo wysokiej częstotliwości, który zdecydowanie należał do Alexa. Chwilę później drzwi otworzyły się, a przede mną pojawiła się niższa ode mnie kobieta w średnim wieku z krótko przystrzyżonymi, jasnymi włosami oraz miłym spojrzeniem czekoladowych tęczówek.

– Ty jesteś Niall? – spytała z serdecznym uśmiechem, który odwzajemniłem, ukazując ząbki i przytaknąłem krótko. Jej uśmiech poszerzył się. – Wejdź do środka, mój drogi. Zjesz coś? Napijesz się czegoś? Jak się czuje Liam? Przez telefon brzmiał bardzo słabo.

Podrapałem się po głowie, zdjąwszy czapkę z daszkiem, którą narzuciłem w pośpiechu na jeszcze mokre po prysznicu włosy.

– Nie jestem głodny. Dziękuję, pani. Ale chętnie napiję się wody – odparłem grzecznie, wchodząc za nią w głąb korytarza, z którego wchodziło się do pokoju, skąd dochodziły czyjeś głosy. Zwykle potrafiłem porządnie zachowywać się w towarzystwie dorosłych, ale z jakiegoś powodu pani Payne niezwykle mnie krępowała. – Nie wiem, jak czuje się Liam, ale na pewno nadal… kiepsko – zakończyłem kulawo, nie chcąc palnąć niczego głupiego.

Wprowadziła mnie do niewielkiej kuchni urządzonej w tak jasnych kolorach, że aż poraziły moje zmęczone, skacowane oczy. Miałem ochotę z powrotem założyć okulary przeciwsłoneczne, które teraz wysiały na kołnierzyku mojej koszuli.

– Jesteś bardzo blady – powiedziała nagle, podając mi szklankę wody. Drgnąłem, gdy nagle jej chłodna dłoń znalazła się na moim czole. – Dobrze się czujesz?

– Jestem Irlandczykiem, bladość mam w genach – odpowiedziałem żartobliwym tonem. Kobieta odsunęła się z czułym uśmiechem.

Zmarszczyłem czoło. Czyżby zachowywała się tak zawsze, czy po prostu była to taka typowa, matczyna troskliwość? Liam opowiadał mi o swoich rodzicach, o swoim dzieciństwie i o tym, jak go wychowali. Przedstawił mi ją jako matkę troszczącą się o dzieci, ale też zawziętą i ostrą; co dziwne, widziałem, że odziedziczył po niej sporo tych cech.

– Przepraszam za spóźnienie – dodałem pospiesznie, nie wiedząc, co innego mógłbym powiedzieć, kiedy w kuchni zaległa trochę niezręczna cisza.

– Nie szkodzi. – Machnęła ręką, po czym podeszła do lodówki, by schować do niej butelkę z wodą mineralną. – Geoff ma umówioną wizytę dopiero na godzinę pierwszą. Zdążymy bez problemu. Co dwa tygodnie jeździmy na rehabilitację po wypadku, któremu uległ kilka miesięcy temu – dodała, spoglądając na mnie. – Liam opowiadał ci o tym? – Pokręciłem przecząco głową. – Może kiedyś ci opowie. Teraz jest już coraz lepiej, choć musi się oszczędzać. Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Wolverhampton, specjalnie przyjeżdżaliśmy do Londynu co jakiś czas, więc teraz jest nam o wiele łatwiej. I dzięki temu mamy blisko do naszego wnuka. Liam może odetchnąć, a wiem, że tego potrzebuje, choć upiera się, że jest inaczej. To zawzięty chłopak, nie chce przyjąć do wiadomości, że nie wszystko spoczywa tylko na jego barkach. Cieszę się, że ma przyjaciół, na których może liczyć w razie problemów.

Posłała mi uśmiech, który niepewnie odwzajemniłem.

Nagle rozległ się głośny pisk, a chwilę później do kuchni z wrzaskiem wbiegł Alex. Okrążył stół, a potem wpadł prosto na moje nogi, ciasno mnie obejmując. Ostawiłem pustą szklankę na stolik, aby jej nie upuścić i schyliłem się z zamiarem odsunięcia go od siebie.

– Niall, Niall, Niall – wyśpiewał piskliwie, powodując uśmiech na mojej twarzy, bo nawet brzmiał dość czysto. – Gdzie tata?

– Czeka na ciebie w domu.

– A ciocia Ruth? Miała być ze mną. Gdzie ciocia?

– Nie przyjedzie – odparłem od razu, a gdy zobaczyłem, że uśmiech znika z twarzy malucha zastąpiony przez smutek, a w oczach pojawiają się łzy, domyśliłem się, że powinienem załatwić to delikatniej. Ukucnąłem przed nim, czując na sobie wzrok pani Payne. – Ale spędzisz ze mną dzień, co ty na to? Pójdziemy do parku, weźmiemy gitarę, może zahaczymy o McDonald.

Alex podniósł wzrok, paraliżując mnie swoimi dużymi oczami, które nadal były odrobinę mokre od łez. Po chwili zastanowienia przytaknął głową.

– No to zabierz swoje rzeczy… czy co tam masz ze sobą.

– Plecak! – wykrzyknął w drodze do drzwi. Kiedy zniknął, odwróciłem się w stronę kobiety, chowając dłonie do kieszeni.

– Nie wydaje mi się, aby przekupywanie go w tak łatwy sposób spodobało się Liamowi – powiedziała z nikłym uśmiechem na ustach. – Ale masz do niego dobre podejście.

Przebiegłem dłonią po włosach, nadal czując skrępowanie. Nie byłem pewien, w jaki sposób odebrać jej słowa.

– Gotowy! – Alex zjawił się w kuchni z plecakiem, który chyba był dwa razy większy od niego, więc dzieciak uginał się pod nim. Zabrałem plecak i zarzuciłem na ramię. Mama Liama odprowadziła nas do drzwi, trzymając dłoń na ramieniu chłopca, aby nie wybiegł z domu, gdy tylko otworzyłem drzwi. Zdjęła z wieszaka jego kurtkę, a mały posłusznie założył ją na siebie razem z czapką, którą wsunął na głowę tak nisko, że zakrywała jego oczy. Pani Payne ukucnęła przed nim, by zasunąć zamek kurtki i poprawiła jego czapkę.

– Alex, bądź grzeczny. Nie sprawiaj Niallowi kłopotów, dobrze?

Skinął głową, choć nie byłem pewien, czy słuchał, co do niego powiedziała, ponieważ szarpał się, by wyrwać spod jej uścisku. Kobieta westchnęła, po czym puściła go, a Alex momentalnie wystrzelił na zewnątrz, krzycząc coś niewyraźnego. Uniosłem brwi.

– Poradzisz sobie? – spytała z niepewną miną. Wzruszyłem ramionami. – W twoich oczach widzę prawdziwy strach, Niall.

Jej głos brzmiał żartobliwie, ale wydawało mi się, że powiedziała to całkiem szczerze. Czyżby domyślała się, że nie miałem kompletnie żadnego doświadczenia? To było aż tak widać? To tylko dziecko. Już raz się nim zajmowałem i oboje wyszliśmy z tego cało, więc co gorszego mogło się stać?

– Obiecałeś mu pójście do parku, więc nie możesz się z tego wykręcić – rzuciła, gdy stałem już za progiem. – Pamiętaj, że to dziecko. Dzieci są szczere i wiele rzeczy biorą do serca, bardzo szybko się przywiązują. Bardzo łatwo je zranić.

Poprawiłem pasek plecaka, który zsuwał się z mojego ramienia i odchrząknąłem, skinąwszy głową.

– Jasne. Rozumiem. Miło było poznać.

– Mi ciebie też, Niall.

Posłała mi serdeczny uśmiech, który odwzajemniłem, po czym zacząłem zmierzać w stronę auta. Alex ciągnął za klamkę, podskakując w miejscu, jakby do jego butów przymocowane były sprężynki.

– Poczekaj, jest zamknięty. – Odsunąłem go od drzwi i przekręciwszy kluczyk w zamku, otworzyłem je, a plecak wrzuciłem na tylne siedzenie. – Wskakuj.

– Nie w foteliku?

Spojrzałem na niego zdezorientowany. Zajrzałem na tylne siedzenie i dopiero po chwili zrozumiałem, o co mu chodziło. Otworzyłem drzwi, a Alex bez wahania wdrapał się na siedzenie, a potem wskoczył na fotelik samochodowy, samodzielnie próbując się zapiąć. Coś mu to nie szło, więc odtrąciłem jego niesforne dłonie i zapiąłem pas, jeszcze sprawdzając, czy wszystko jest odpowiednio przymocowane.

Alex przez cały czas wpatrywał się we mnie swoimi dużymi oczami.

– Chcesz wrócić do taty? - spytałem, opierając się rękami na siedzeniu. Pokręcił głową. – W takim razie pozwolimy mu trochę odpocząć. Pojedziemy do parku, a potem pomyślimy, co fajnego można zrobić w tym chol… mieście.

– Chciałeś przekląć! – wykrzyknął oskarżycielsko.

– Wcale nie! – żachnąłem się. Tylko tego brakowało, abym nauczył syna Liama jakichś przekleństw.

– Chciałeś. Jesteś złym wpływem.

– Czym jestem? – spytałem z rozbawieniem. Alex zmrużył oczy, jakby myśląc intensywnie.

– Tata to mówi o Lulu, kiedy robi coś złego i ja przez niego robię coś złego. Chciałeś powiedzieć chole…

– O nie, tego nie będziemy powtarzać – powiedziałem pospiesznie, grożąc mu palcem. – Gotowy do drogi?

– Tak! Dalej! – Pewnie znów podskakiwałby w miejscu, gdyby pasy nie krępowały jego ruchów. Mały despota. To zdecydowanie miał po ojcu.

Zasiadłem za kierownicą, zastanawiając się, gdzie możemy się udać. Nie chciałem wracać do Liama, ponieważ byłem pewien, że będzie potrzebował kilku godzin na dojście do siebie. Nie widziałem specjalnego problemu w zajęciu czymś tego małego potworka, a park wydawał się najlepszą opcją. Dzień był idealny, ciepły i pogodny, nieprzypominający typowo brytyjskiej, wiecznie zachmurzonej aury.

– Będziesz moją niańką? – zapytał Alex, kiedy wyjechałem na ulicę. Spojrzałem na niego we wstecznym lusterku i parsknąłem śmiechem.

– Tylko dziewczyny są dobrymi niańkami. To nie dla mnie.

– Nieprawda. Lulu jest dobrą niańką.

– Louis ma w sobie wiele babskich cech – powiedziałem, a na twarzy chłopca pojawiło się zdezorientowanie.

– Lulu to chłopak. – Przygryzłem wargę, w myślach przeklinając na siebie, ale wyglądało na to, że Alex nie zamierzał drążyć tego tematu. – Jest lepszą niańką od Amy. Bo wymyśla różne zabawy, a Amy jest nudna. Też wymyśla zabawy, ale nie są fajnie jak Lulu.

Uśmiechnąłem się do siebie, gdy zaczął opowiadać mi różne zabawy z Louisem, choć przeczuwałem, że większość historii została przez niego zmyślona, bo brzmiały zbyt nierealnie. Chłopiec gestykulował energicznie wyraźnie podekscytowany swoimi historyjkami. Może nie znałem się na tym, ale wiedziałem, że Alex Payne to wyjątkowy dzieciak.

*

Kiedy ponownie otworzyłem oczy, Louisa już nie było. Przez moment nie miałem pojęcia, gdzie się znajduję oraz dlaczego leżę na mojej kanapie, a w całym mieszkaniu panuje niczym nieprzenikniona cisza. Na stole nadal stały opróżnione kubki po kawie, co znaczyło, że nie śniłem o odwiedzinach Louisa. Musiałem spać dobre kilka godzin, ponieważ zegar na ścianie wskazywał godzinę szóstą popołudniu.

Udałem się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie jeszcze jednej mocnej kawy, która postawi mnie na nogi. Ustawiłem czajnik na gazie, gdy nagle zorientowałem się, że czegoś mi brakuje.

Była szósta popołudniu, a Alexa nie było w mieszkaniu. Niall pojechał po niego rano i nadal nie wrócił. Nie zamierzałem panikować ani tracić głowy, ponieważ nie musiałem mieć żadnych powód do zmartwień. Gdyby coś się stało, na pewno dowiedziałbym się o tym już dawno. Dlatego ze spokojem sięgnąłem po mój telefon i wybrałem numer do blondyna.

Kiedy nie odebrał po czterech sygnałach, a w słuchawce rozległ się jego głos nagrany na sekretarkę, mogłem zacząć panikować.

Nikt do mnie nie dzwonił, kiedy spałem. Ani ze szpitala, ani z policji. Nikt z mojej rodziny ani nikt z przyjaciół nie próbował się ze mną skontaktować. Niall nie pozostawił mi żadnej wiadomości z informacją, gdzie przebywają. Nie miałem pojęcia, gdzie jest mój czteroletni syn ani co się z nim dzieje.

Miałem dobry powód do paniki.

Postanowiłem jeszcze nie dzwonić do szpitala, aby zapytać, czy w najbliższych godzinach miał miejsce jakiś wypadek ani na policję ze zgłoszeniem zniknięcia. Wybrałem numer Zayna, nakazując sobie spokój, choć moje dłonie drżały niekontrolowanie.

– Gdzie jest Niall? – spytałem bez żadnego wstępu.

– Liam? Nie mam pojęcia. Jestem w domu moich rodziców. Nie rozmawiałem z nim od wczoraj. Co się stało?

Przyłożyłem dłoń do czoła i zacisnąłem powieki.

– Nie wiem, co sobie myślałem – wydusiłem z trudem. – Nie powinienem mu pozwolić… On nie ma pojęcia, czym jest odpowiedzialność.

– Liam, o czym ty mówisz?

– Nie mogę teraz rozmawiać. Jeśli się do ciebie odezwie, daj mi znać.

– Liam…

Nie dokończył, ponieważ rozłączyłem się, nie chcąc tracić czasu. Nie było sensu dzwonić do Harry’ego albo do Louisa; na pewno nic nie wiedzieli. Już zamierzałem wybrać numer na pogotowie, gdy usłyszałem trzask drzwi frontowych, a zaraz po tym donośny głos mojego syna. Poczułem, jak ulatuje ze mnie całe powietrze i opadłem na kanapę, nie mogąc ustać o własnych siłach.

– Tata! Tata, jesteś!

Alex wpadł do salonu i wskoczył na moje kolana, mocno obejmując mnie za szyję. Objąłem go ramionami, jeszcze bardziej go do siebie przysuwając, by mieć pewność, że jest prawdziwy, cały i zdrowy. Nie chciałem już nigdy wypuszczać go z objęć.

– Tata, dusisz.

– Już zrobił się siny. Wiesz co, twoje auto jest beznadziejne. To czołg. – Podniosłem głowę, gdy w drzwiach pojawił się uśmiechnięty od ucha do ucha Niall. Gdy tylko napotkał moje spojrzenie, jego twarz stężała. – Co jest, Li?

– Alex, idź do siebie – powiedziałem spokojnym tonem. Chłopiec zaczął protestować, ale zmierzyłem go wzrokiem, co spowodowało, że posłusznie zsunął się z moich kolan i wybiegł z salonu na korytarz.

Otarłem dłonie o nogawki spodni, by cokolwiek zrobić z rękami, po czym spojrzałem w stronę Nialla, który teraz wyglądał na zaniepokojonego.

– Gdzie byliście? – spytałem z takim opanowaniem, na jakie było mnie stać. – Przez cały dzień.

Niall wzruszył ramionami.

– To tu, to tam. Młody był zadowolony…

– Miałeś go tylko odebrać od moich rodziców – przerwałem mu, wstając z kanapy. Mój głos brzmiał o wiele ostrzej, a Niall zmarszczył czoło.

– O co ci chodzi? Byłeś ledwo żywy, więc stwierdziłem, że damy ci odpocząć. Więc po prostu zająłem się twoim synem przez cały dzień.

– Nic mi o tym nie mówiąc. Gdyby coś się stało, nikt nie wiedziałby, gdzie jesteście.

– Przecież nic się nie stało. – Blondyn wywrócił oczami, przez co całkowicie straciłem nad sobą kontrolę. Jego zachowanie, kompletny brak odpowiedzialności i rozsądku zaczynało doprowadzać mnie do szału. Skrzyżował ramiona na piersi, jakby w ogóle nie obchodziło go, że martwiłem się o zdrowie mojego syna. – Wiedziałeś, że jest ze mną. Twoi rodzice też. Miałem przy sobie telefon…

– Dzwoniłem do ciebie.

– Nie odebrałem, bo prowadziłem tego twojego grata. Nie gada się przez telefon, gdy jedzie się samochodem, no nie?

– Ale mogło się stać, Niall. Nie można tak po prostu znikać bez żadnych wieści – powiedziałem, kiedy wyminął mnie, aby wejść w głąb pokoju, a rzuciwszy mi krótkie spojrzenie, usiadł na jednym z foteli w bardzo luzackiej pozycji. Zacisnąłem zęby. – Nie powiedziałeś mi, gdzie się udajecie.

– A ty nawet nie powiedziałeś mi, że jesteś bi – rzucił. Zamrugałem.

– Więc o to tutaj chodzi? – Zdziwiłem się nagłą zmianą tematu. – Zrobiłeś to, ponieważ ci nie powiedziałem? Zamierzałeś mnie ukarać?

Mój głos brzmiał ochryple i z trudem wypowiadałem słowa, ponieważ złość coraz szybciej rosła, a krew wrzała w żyłach.

– Kurwa mać, nie! Liam, ty idioto, zabrałem Alexa, żebyś mógł po prostu odetchnąć. Odpocząć. Dojść do siebie. – Wywrócił oczami, rozkładając ramiona w geście rezygnacji. – Nie porwałem twojego syna, na litość boską. Trochę zaufania do mnie. Nie bądź taki sztywny przez cały czas. Dramatyzujesz!

– Mam do tego prawo! – warknąłem. Podszedłem bliżej, stając nad nim, a Niall, spojrzawszy na mnie z dołu, wstał z fotela, jakby przeszkadzało mu, że patrzę na niego z góry. Mimo to nadal miałem nieznaczną przewagę, ponieważ był ode mnie niższy o kilka centymetrów.

– A ja miałem prawo wiedzieć o takim fakcie, jakim jest orientacja mojego kumpla – odparł, jeszcze bardziej zmniejszając dzielącą nas odległość. Nasze klatki piersiowe prawie się dotykały, a z jego błękitnych oczu praktycznie tryskały iskierki gniewu.

– Niby dlaczego? Co to zmienia? – spytałem, zaciskając dłonie w pięści. Nie rozumiałem, dlaczego poruszał ten temat, który nie miał z tym nic wspólnego.

– Jesteś moim przyjacielem. Przyjaciele mówią sobie o takich rzeczach. Nawet jeśli nękały cię jakieś wątpliwości, to mogłeś ze mną o tym pogadać.

W połowie wypowiedzi głos chłopaka nieznacznie złagodniał, co odrobinę mnie zaskoczyło. Spuścił głowę, przerywając nasz kontakt wzrokowy, a kiedy ponownie spojrzał w górę, poczułem, jakby w moją pierś uderzyło coś ciężkiego. Nie miałem pojęcia, co to było; to przejmujące uczucie, niemające nic wspólnego z gniewem, ponieważ to uczucie było inne, nowe, lecz silne i paraliżujące tak jak jego iskrzące się ogniem tęczówki. To uczucie sprawiło, że nagle przestałem czuć się komfortowo, jednak nie chciałem o tym myśleć. Nagle nie mogłem oddychać.

– Zachowujesz się, jakbym zrobił coś strasznego – powiedział ostrzejszym tonem niż chwilę wcześniej. – A po prostu chciałem zrobić dla ciebie coś dobrego, bo miałeś pieprzonego kaca. Nie jestem idiotą, Liam. Może nie mam żadnego doświadczenia z dzieciakami, ale nie doprowadzę do tego, że Alex straci nogi albo roztrzaska sobie głowę. Wiem, co robię.

Skrzywiłem się na samo brzmienie tych słów.

– Nie wiesz, co robisz, nie masz pojęcia o odpowiedzialności i obowiązkach, które mają dorośli – wtrąciłem, walcząc z drżeniem głosu oraz chęcią dotknięcia go. Z jakiegoś powodu te emocje sprawiły, że mój gniew wzrósł jeszcze bardziej. – Dzisiaj mi to udowodniłeś.

Niall zdawał się być zaskoczony moimi słowami; nie wierzył w to, co słyszy. Jego oczy otworzyły się szerzej, a w błękitnych tęczówkach pojawił się wyraz cierpienia. Jego twarz stężała i nagle wydawał się o wiele młodszy, bezbronny i niewinny, jego ramiona bezwładnie zwisały wzdłuż tułowia, a cała jego postawa sprawiała wrażenie, jakby nagle osłabł.

Bez żadnego słowa ani rzucenia mi nawet krótkiego spojrzenia skierował się w stronę wyjścia z salonu, a ja zamarłem w bezruchu, nagle uświadamiając sobie, że pozwoliłem, aby strach, złość, zmęczenie i pragnienie zawładnęło mną, odrzucając coś ważnego i krzywdząc drugą osobę.

Nim zdołałem chociażby zawołać go po imieniu, po mieszkaniu rozległ się głośny trzask drzwi frontowych, co było jedynym dowodem na to, jak bardzo go rozgniewałem i zraniłem.

Wypuściłem ze świstem powietrze.

– Tata? – Odwróciłem się w miejscu, zatrzymując wzrok na moim synu, który pojawił się w progu z niepewną miną. – Niall poszedł?

– Tak, już poszedł – odparłem, podchodząc do niego, a kiedy wyciągnął w górę ramiona, podniosłem go i przytuliłem do siebie. Objął mnie za szyję, przytulając policzek do mojego policzka.

– Miał zaśpiewać mi naszą piosenkę przed snem.

– Zrobi to kiedy indziej. – Pocałowałem jego czoło i zacząłem kierować się do kuchni. – Zjemy kolację, a potem pójdziesz się wykąpać i spać, dobrze?

– Nie chce – wymruczał, przeciągając samogłoski w cichym, protestującym jęku. Uśmiechnąłem się do siebie. – Nie jestem głodny.

– Oczywiście, że nie.

Mimo to Alex bez żadnych większych sprzeciwów udał się do kuchni, a kiedy zrobiłem dla nas kilka kanapek, zjadł je z ogromnym apetytem, opowiadając mi o swoim dniu, lecz byłem zbyt zajęty moimi myślami, aby słuchać tego, co mówił. Cały czas miałem przed oczami wyraz twarzy Nialla, który ukazywał, jak bardzo był zawiedziony oraz zaskoczony moimi słowami. Nie uważałem go za nieodpowiedzialnego. Powiedziałem to w przypływie złości nie tylko z powodu tego, że nie poinformował mnie o zabraniu Alexa. O wiele bardziej byłem zły na siebie, ponieważ targały mną uczucia, których nie do końca rozumiałem. Nawet nie chciałem o nich myśleć.

Dlaczego pod moim gniewem kryła się ogromna chęć skosztowania jego ust i przypomnienia sobie, jak smakował nasz pocałunek; nie pamiętałem go zbyt wyraźnie, lecz na dnie mojego umysłu kryło się krótkie wspomnienie i miałem wrażenie, jakbym czuł napór jego ust na moje wargi oraz ciepło jego ciała przy moim. Dlaczego reagowałem na to w taki sposób? Czy znaczyło to, że faktycznie interesuję się facetami?

Alex wyrwał mnie z moich rozmyślań, głośno powiadamiając, że skończył jeść. Byłem wdzięczny za proste odwrócenie uwagi, a kolejne pół godziny spędziłem na ganianiu chłopca po całym mieszkaniu, ponieważ za żadne skarby nie chciał udać się do łazienki, żeby wziąć kąpiel. Spędziliśmy kolejną godzinę na wesołych zabawach, które sprawiły, że uśmiech nie schodził mi z twarzy; tęskniłem za takimi wieczorami. Rzadko kiedy miałem możliwość po prostu pobawić się z nim w jego ulubione zabawy albo samemu zająć się nim i położyć go do spania. To ostatnie przypominało mi o czasach, gdy jeszcze był bezbronnym niemowlęciem, które wymagało wyjątkowej troski.

– Tata, chce umieć pływać! – zawołał z nagłą ekscytacją, kiedy już siedział w wannie, a wodę rozlewał po całej łazience. To nawet nie był głupi pomysł; wcześniej nie przyszło mi do głowy, by zabrać go na lekcje pływania, ale przypuszczałem, że był już w takim wieku, w którym można byłoby zacząć naukę.

– Naprawdę? – Ukucnąłem przed wanną. – Możemy coś zorganizować. Mogę cię uczyć.

– Jesteś dobry, tata?

– Jestem znakomitym pływakiem – odparłem z uśmiechem, odgarniając z jego czoła mokre kosmyki włosów.

– Wychwalasz się – powiedział z lekkim grymasem, na co roześmiałem się pod nosem.

– Dobrze bawiłeś się z Niallem? – spytałem, kładąc ramiona na brzegu wanny. Alex pokiwał ochoczo głową; w ręku trzymał kolorową gąbkę, którą bez przerwy wyciskał i z powrotem wkładał pod wodę.

– Było świetnie! – zawołał, niespodziewanie pluskając wodą prosto w moją twarz. Odsunąłem się ze śmiechem. – Biegaliśmy po parku, ja go goniłem, a Niall jest strasznie wolny! Ciągle go łapałem. I potem bawiliśmy się w kosmos. I chodziliśmy tak bardzo, bardzo wolno. Jak te… – Zmarszczył czoło.

– Kosmonauci – podsunąłem z uśmiechem.

– Tak! I ja miałem taki duży bąbel na głowie, żeby w nim oddychać. Niall też. A potem udawaliśmy, że tam są kosmici, ale nie były prawdziwe, tylko psy z parku. I one uciekały, kiedy je goniliśmy, bo kosmity są głupie. A potem byliśmy w McDonaldzie! Ale tam już nie było fajnie.

Zmarszczyłem czoło, widząc, że mój syn nagle spochmurniał.

– Co się stało?

– Bo byli tam jacyś koledzy Nialla, a Niall był zły, jak ich zobaczył – wyjaśnił powoli, obserwując, jak gąbka wypełnia się wodą. – Oni się śmiali z niego, ale to nie był taki fajny śmiech. Bo gdyby był, to Niall byłby szczęśliwy, no nie? A Niall był zły, bo oni mówili, że to nie on. A przecież to on. Mówili, że Niall się nie zajmuje bachorami… I co to bachor, tata? To chyba nie było fajne, bo Niall wtedy mnie wziął. Ale potem już było super, bo pojechaliśmy do Nialla i skończyliśmy piosenkę!

– To wspaniale – odparłem, starając się przywołać uśmiech na twarzy, choć nadal martwiłem się tym, co usłyszałem od mojego synka. Znajomi Nialla uważali, że opiekowanie się dzieckiem wychodziło poza charakter blondyna, co nie powinno mnie dziwić, ponieważ sam dokładnie wiedziałem, jaki jest. Choć nie do końca rozumiałem, dlaczego ta sytuacja tak bardzo rozgniewała Nialla. Sądząc po słowach Alexa, natychmiast stamtąd wyszli, jakby Niall chciał jak najszybciej uciec od prawdy. Podobnie jak niecałą godzinę temu, gdy bez słowa opuścił moje mieszkanie, kiedy powiedziałem o wiele za dużo.

Odbierałem to w jeden sposób. Unikał prawdy i słów, które przedstawiały jego najgorsze cechy charakteru. Czy to znaczyło, że swoim zachowaniem, wzięciem Alexa pod swoją opiekę, chciał pokazać, że jest o wiele lepszym człowiekiem niż myślą inni? Czyżby chciał udowodnić sobie i innym, że stać go na coś o wiele lepszego?

– Tata, woda jest zimna. – Głos Alexa przywołał mnie na ziemię i pospiesznie sięgnąłem po duży, puchaty ręcznik, aby wyciągnąć chłopca z wanny i dokładnie go wytrzeć.

Starałem się nie myśleć o ostatnich wydarzeniach, lecz nie należało to do najłatwiejszych czynności. Nagle poczułem ogromne wyrzuty sumienia, ponieważ zacząłem rozumieć motywy Nialla. Może zachował się nieodpowiedzialnie, nie dając mi znać, że wróci znacznie później, jednak nie zrobił tego, aby mnie zdenerwować i zmartwić. Chciał dobrze. A ja wszystko zniszczyłem.

Pół godziny później zgasiłem lampę przy łóżku Alexa i po cichu wyszedłem z jego pokoju. Czułem, że coś muszę zrobić. Chociaż przeprosić blondyna za moje zachowanie. Miałem ciężki dzień, nadal byłem zmęczony, a ból głowy nie pomagał mi w lepszym pozbieraniu myśli, chciałem tylko położyć się do łóżka, lecz mogłem się założyć, że nie zmrużę oka przez te okropne wyrzuty sumienia. Musiałem porozmawiać z Niallem.

Nie było to wcale takie łatwe. Przez dłuższy czas po prostu wpatrywałem się w moją komórkę, nie wiedząc, co mógłbym mu powiedzieć. Nie mogłem cofnąć czasu ani odwołać moich słów. Na pewno go uraziłem. Niall może nie był typem osoby, która wszystko bierze sobie do serca, lecz coś mówiło mi, że te kilka krótkich zdań, które wypowiedziałem, podziałały na niego o wiele gorzej niż jakakolwiek inna obraza. Wystarczyło mi to, co zobaczyłem w jego oczach.

W końcu przekonałem się do wysłania wiadomości. Pewnie nawet nie odebrałby telefonu, gdyby zobaczył, że dzwonię.

Do: Niall

Przepraszam za to, co powiedziałem. Nie myślę tak. Rozumiem wszystko. Alex jest smutny, bo obiecałeś mu kołysankę lub coś w tym stylu, a ja chcę z tobą porozmawiać. Oddzwoń, kiedy będziesz mógł.

Teraz mogłem jedynie czekać cierpliwie na jakiś odzew z jego strony. Nie spodziewałem się, że będę spać spokojnie przez tą noc, zważywszy na to, że przespałem praktycznie cały dzień, a w mojej głowie głębiło się wiele przeróżnych myśli.

Kiedy zebrałem wszystkie brudne ubrania i wrzuciłem je do kosza z brudami, zapisując sobie w pamięci, aby jutro rano nastawić pranie, mój telefon zaczął wibrować w kieszeni. Miałem wielką nadzieję, że to Niall postanowił do mnie oddzwonić, jednak to nie jego imię zobaczyłem na wyświetlaczu.

Conor.

Zawahałem się przez chwilę. Mniej więcej pamiętałem wydarzenia z poprzedniego wieczora i naszą rozmowę, ale nie byłem pewien, czy chcę z nim rozmawiać. Nie wiedziałem, co mógłbym mu powiedzieć. W mojej głowie nagle usłyszałem słowa Nialla. Nie bądź taki sztywny przez cały czas.

Nie byłem sztywny.

– Słucham? – spytałem w słuchawkę dość opanowanym tonem.

– Cześć, to ja. – Rozległ się cichy śmiech. – Pewnie wiesz, tak czy inaczej. Możesz rozmawiać? Czekałem aż do tej godziny, abyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Twój syn już pewnie śpi, tak? Ile ma lat? Cztery?

Mimowolnie uśmiechnąłem się do siebie.

– Tak, cztery. Zasnął kilka minut temu. Mogę rozmawiać.

– Świetnie. Nie jestem typem osoby, która owija w bawełnę i traci czas na zbędne rzeczy – zaczął dość poważnym tonem, choć w jego głosie kryła się nutka żartobliwego tonu. – Spytam bez ogródek. Co powiesz na randkę, Liam?

Zamrugałem. Nie mogłem powiedzieć, że nie spodziewałem się tego, szczególnie po wczorajszym, ale samo brzmienie tego zdania wprawiło mnie w zakłopotanie. Randka. Z facetem. Z facetem, z którym nie chciałem się spotkać ani spędzać czasu tak bardzo jak z innym chłopakiem, który najwyraźniej nie zamierzał do mnie oddzwonić.

Nie, nie chciałem umówić się z Niallem. Nie chodziło o to. Dlaczego o tym nagle zacząłem myśleć?

– Liam? Jesteś tam? – spytał z rozbawieniem. Odchrząknąłem.

– Tak, jestem. – Potrząsnąłem głową i przyłożyłem dłonie do twarzy, ściskając nasadę nosa między palcem wskazującym a kciukiem. – Conor, nie jestem pewien, czy będę…

– Zanim powiesz, że nie masz czasu – przerwał mi pospiesznie. – Jestem pewien, że na jeden wieczór znajdziesz kogoś do opieki nad synem. Tylko jeden wieczór. Jedno spotkanie. Jestem zawzięty, nie odpuszczę tak łatwo, więc albo spotkasz się ze mną, albo będziesz musiał załatwić zakaz zbliżania się.

Wiedziałem, że to żart i pewnie powinienem się roześmiać, lecz byłem zbyt skołowany i oszołomiony, by zareagować odpowiednio. Po mojej głowie nadal rozchodziły się słowa Nialla, a przed oczami widziałem wyraz jego twarzy. Wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej, a ja bałem się choćby myśleć o tym, co nagle poczułem wobec tego blondyna. A teraz rozmawiałem z Conorem, który koniecznie chciał spotkać się ze mną, ponieważ był mną zainteresowany. Co stało się z moim zwyczajnym, nudnym życiem?!

– Jedno spotkanie – powtórzył łagodnym tonem. – Nic zobowiązującego.

Westchnąłem ciężko, opierając się biodrem o brzeg umywalki.

– W porządku – odpowiedziałem po chwili. – Jedno spotkanie.

*

Przez całą drogę powrotną do Fulham praktycznie trząsłem się ze złości. Całe szczęście, że wagon metra świecił pustkami, bo byłem pewien, że zaatakowałbym pierwszą osobę, która spojrzałaby na mnie. Co to w ogóle miało być? Straciłem cały dzień i co otrzymałem w zamian? Nic, kurwa.

Z wyjątkiem słów, które praktycznie wbiły mi nóż w plecy.

I to od Liama. Czemu tak mi zależało na tym, co o mnie myślał? Nigdy nie obchodziło mnie zdanie innych ludzi na mój temat, a teraz słysząc na własne uszy, co o mnie sądzi, poczułem się zawiedziony. Z jakiegoś powodu od samego początku chciałem, aby Liam poznał innego mnie; nie tego popieprzonego chłopaka, który zalicza każdego, kto mu się nawinie. Nie tego Nialla Horana, którego zna moja rodzina i moi przyjaciele. Chciałem być inny. Przy Liamie chciałem być lepszy i czułem się przy nim lepszy.

Ale teraz to było bez znaczenia. Właśnie dlatego nigdy nie pozwalałem sobie na angażowanie się w cokolwiek. Miałem przyjaciół, którzy znali mnie takim, jakim jestem i tolerowali mnie. A Liam? Na cholerę potrzebny mi Liam? Skoro nie odpowiadało mu to, jaki jestem, nie zamierzałem tracić czasu na przyjaźń z taką osobą.

Kiedy wszedłem do mieszkania, Harry i Shay siedzieli przytuleni na kanapie, oglądając jakiś teleturniej. Ich kolana okrywał koc, a na stole stała miska z popcornem i puszka po piwie.

– Jak miło, że tym razem leżycie na kanapie w ciuchach – powiedziałem, wchodząc w głąb salonu. Zdołałem ochłonąć podczas jazdy metrem, lecz mój głos brzmiał jakoś dziwnie, co sprawiło, że Harry odwrócił wzrok od telewizora, spoglądając na mnie ze zmarszczonym czołem.

– Gdzie byłeś cały dzień?

– Nie twoja sprawa – odparłem oschło, a oczy chłopaka otworzyły się szerzej. Wyglądał jak skopany szczeniak i nagle poczułem się paskudnie.

– Zayn mówił, że Liam o ciebie pytał – powiedziała Shay ze zmartwieniem widocznym w oczach. – Coś się stało?

Już miałem zamiar powtórzyć moją odpowiedź na wcześniejsze pytanie Harry’ego, ale powstrzymało mnie jej spojrzenie. Wzruszyłem ramionami, nie chcąc drążyć tego tematu i żalić się z tego, co miało miejsce jakiś czas temu. Prędzej wyskoczę z balkonu niż powiem im, w jaki sposób podziałały na mnie takie słowa. Problem w tym, że nie mieliśmy balkonu.

Udałem się do mojego pokoju, czując na sobie ich spojrzenia, a kiedy zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o nie plecami, do moich uszu dotarły ich głosy.

– Zawsze się tak zachowuje?

– Nie, Niall nie dba o nic. Albo udaje, że nie dba.

Wywróciłem oczami. Każdy z nich myślał, że mnie zna, wiedzą, czego się po mnie spodziewać – i pewnie tak było. Albo nic mnie nie obchodziło, albo wręcz przeciwnie, a kiedy za bardzo czymś się przejmowałem, lądowałem w pubie z piwem w dłoni, byle tylko zagłuszyć myśli alkoholem i rozproszyć się dobrym seksem. Łatwo można było mnie rozgryźć, bo nie robiłem czegoś bezinteresownie.

A kiedy jeden jedyny raz chciałem zrobić coś dobrego, dostałem po tyłku.

Zdjąłem bluzę i rzuciwszy ją niedbale na łóżko, rozejrzałem się bacznie po moim pokoju. Nie był jakiś nadzwyczajny, normalny pokój należący do chłopaka. Ciemne ściany, kilka mebli, ogromny bałagan. Ale to pomieszczenie zdawało się być puste; niedosłownie. Puste, pozbawione czegoś, co przedstawiało mnie. Bezosobowe. Żadnych zdjęć ani gadżetów, które ukazywały, jaki jestem. Nagle poczułem się tutaj obco.

Wyszedłem z pokoju, nie zaszczycając przyjaciół wzrokiem, a kiedy znalazłem się w łazience, stanąłem przed lustrem, żeby przyjrzeć się sobie. Na włosach nadal miałem czerwoną czapkę z daszkiem, a blond kosmyki wystawały spod materiału. Nie był to nawet naturalny kolor, bo już od lat farbowałem się na blond, nienawidząc mojego naturalnego brązu. Zawsze lepiej czułem się z jasnymi włosami. Moja twarz była blada, lecz policzki pokrywał delikatny róż, a niebieskie oczy spoglądały na mnie ze smutkiem. Skrzywiłem się.

– Dziwnie się zachowujesz. – W lustrze pojawił się Harry, a oparłszy się barkiem o futrynę drzwi, wbił we mnie te swoje przenikliwe, zielone tęczówki. – Zabiłeś kogoś? Mogę zadzwonić do Zayna. Razem pomożemy ci ukryć ciało.

– Byłem u Liama – odparłem krótko, na co uniósł brew.

– Zabiłeś Liama? Co ten niewinny koleś ci zrobił?

Prychnąłem z irytacją.

– Nie jest wcale taki niewinny.

Harry odsunął się od framugi i wszedł głębiej, stając za moimi plecami. Był o pół głowy wyższy ode mnie, ale skulił się w sobie i oparł podbródek na moim ramieniu. Westchnąłem, spoglądając na jego młodą twarz.

– Jeśli myślisz, że nie dbam o nic, to grubo się mylisz – powiedziałem powoli. – Czasami mi zależy.

– Wiem o tym, Niall – odparł, a lewy kącik jego ust uniósł się lekko. – Możesz się wygadać. Chyba tego potrzebujesz, prawda? Jesteśmy przyjaciółmi i możesz powiedzieć mi o wszystkim, co cię dręczy.

Zmrużyłem oczy, odsuwając się od niego, a Harry wyprostował się z zaciekawieniem na twarzy.

– To trochę hipokryzja, co nie? – wymamrotałem oschło. – To dziwne, że te słowa padają akurat z twoich ust.

Chłopak zmarszczył czoło jeszcze bardziej, aż jego brwi złączyły się w jedną, a oczy spoglądały na mnie ze zdezorientowałem. Byłem pewien, że doskonale wiedział, co mam na myśli, tylko udawał, że nie zdaje sobie sprawy z tego, o czym mówię. Ale może to i lepiej. Mógłbym powiedzieć o wiele za dużo, gdy tylko dostanę słowotoku spowodowanego nerwami.

Wyszarpnąłem z kieszeni telefon, czując jego wibracje, nawet zadowolony z odwrócenia uwagi. Miałem kilka nieodebranych połączeń i dwie wiadomości. Jedno połączenie należało do Liama, a dwa wcześniejsze od mojej mamy. Przekląłem pod nosem, widząc, że dzwoniła. Całkiem zapomniałem o ich rocznicy ślubu, mimo że nie miałem zamiaru lecieć do Irlandii. Powinienem chociaż zadzwonić do nich, zapewnić, że wszystko ze mną w porządku, nawet jeśli znowu musiałem kłamać.

Postanowiłem oddzwonić do niej jutro, po czym zajrzałem w skrzynkę odbiorczą, całkiem ignorując Harry’ego, który nadal stał przede mną, obserwując mnie badawczo. Jeden SMS zawierał jakąś bezużyteczną reklamę, więc od razu go skasowałem. Drugi był od Liama. Odczytawszy go, wywróciłem oczami. Swoje przeprosiny mógł sobie wsadzić w tyłek, może sprawiłoby mu to przyjemność.

Wyszedłem z łazienki i usiadłem na kanapie obok Shay, a chwyciwszy pilot, przełączyłem na kanał sportowy. Nie chciałem myśleć ani o Liamie, ani o Harrym, ani o moich rodzicach. Chciałem w spokoju obejrzeć mecz i napić się piwa, ale to nie było mi dane. Chwilę później poczułem dłoń na moim kolanie, a kiedy podniosłem wzrok, Shay wpatrywała się we mnie ze smutkiem w oczach. Tym swoim gestem chyba chciała okazać mi wsparcie i jakość podnieść mnie na duchu, ale wcale nie poczułem się lepiej.

Świadomość, jak bardzo się zmieniłem, praktycznie mnie dobijała. Życie w beztrosce i nie dbanie o nic było łatwiejsze, więc dlaczego zacząłem się przejmować? Nie chciałem tego, nie było mi to potrzebne.

– Może mi wyjaśnisz, co to miało znaczyć? – Nawet nie podniosłem głowy, kiedy nade mną rozległ się ochrypły głos Harry’ego. – Czemu jestem hipokrytą?

Przełknąłem ślinę. Ale jednak przejmowałem się. Obchodzili mnie rodzice i czułem te cholerne wyrzuty sumienia, że znów ich zawiodłem. Obchodziło mnie, co myśli o mnie chłopak, którego niedawno poznałem i który już wyrobił sobie o mnie negatywne zdanie; Liam miał rację, co wkurzało mnie jeszcze bardziej. I obchodziło mnie, co działo się z moimi dwoma współlokatorami, którzy nadal byli dla mnie najważniejsi.

– Jesteśmy przyjaciółmi – odparłem ze wzrokiem wbitym w telewizor, bo gdybym spojrzał w te jego niewinnie wyglądające zielone tęczówki, nie wiem, co bym zrobił albo powiedział. – Ufamy sobie, pomagamy sobie, troszczymy się o siebie, wspieramy się siebie nawzajem. – Zamilkłem na moment, czując, że paznokcie dziewczyny boleśnie wbijają się w moją skórę. Zignorowałem ją. Musiałem to powiedzieć, bo wiedziałem, że dłużej nie wytrzymam. – Problem w tym, że ty chyba nie uważasz tak samo, skoro nawet nie przyszło ci na myśl, że ja i Zayn powinniśmy wiedzieć o czymś takim jak to, że wychowałeś się w domu dziecka.

W pokoju zaległa cisza, którą przerywał jedynie głos komentatora dobiegający z telewizora. Ręka Shay zniknęła z mojego kolana i kątem oka widziałem, że wstała z kanapy. Usłyszałem jej cichy głos, który wyszeptał niepewnie imię mojego przyjaciela, ale zdawało się, że jego uwaga jest skupiona na mnie.

– Nie rozumiesz – wychrypiał, kiedy też podniosłem się na nogi i odwróciłem do niego, chowając dłonie do kieszeni spodni. Myślałem, że w jego oczach zobaczę chociaż złość albo winę, ale patrzył na mnie praktycznie bez żadnego wyrazu, co podziałało na mnie jeszcze gorzej, bo chciałem, żeby jakoś zareagował; krzyczał na mnie albo chociaż powiedział, że żałuje. Ale nie, po prostu stał i patrzył tępo w przestrzeń.

– Rozumiem tylko tyle, że nam nie ufasz i masz nas głęboko gdzieś. Tylko nie rozumiem dlaczego. – Przebiegłem dłońmi po włosach, lekko szarpiąc za kosmyki. – Chciałeś, żebym się wygadał? No to słuchaj. Jestem wkurzony, Haz. Nie wiem, co sobie myślałeś. Że ja i Zayn cię nie zrozumiemy, wyrzucimy cię na próg, będziemy traktować cię inaczej, ponieważ dorastałeś w bidulu? Cholera jasna, oceniasz nas aż tak nisko?! Widzieliśmy siebie w najgorszych sytuacjach, byliśmy razem i przeszliśmy przez najgorsze bagno. Uważasz, że po tym wszystkim nie zasługujemy na prawdę? Jestem twoim przyjacielem, do jasnej cholery, i będę nim bez względu na wszystko.

– Wiem – mruknął beznamiętnie. Spuścił głowę, a kiedy ponownie na mnie spojrzał w jego oczach pojawiła się iskierka gniewu. – Nie jesteś lepszy, Niall. Nie powiedziałeś nam o wielu rzeczach.

Dłonie, które znów trzymałem w kieszeniach, zacisnąłem w pięści.

– Niby o czym ci nie powiedziałem?

– Na przykład o Noah.

Wstrzymałem oddech, a moje serce zamarło w pięści.

– Skąd…

– Od twojego brata. Opowiedział mi o wszystkim, gdy przyjechał do ciebie w zeszłe wakacje.

– Greg kłamał – wymamrotałem bez tchu. – Nic, co mówił, nie było prawdą.

Harry przekrzywił głowę, a wyraz jego twarzy nagle złagodniał, zmarszczka na czole wygładziła się.

– Nie wiesz, co dokładnie mi powiedział.

– Nieważne. To nieprawda – odparłem pospiesznie, starając się, by mój głos brzmiał swobodnie, jakby w żaden sposób nie podziałały na mnie jego słowa. Chyba nic z tego nie wyszło, ponieważ na twarzy Harry’ego pojawił się niepokój. – Muszę iść.

– Niall, czekaj. – Harry podążył za mną, gdy wyszedłem na korytarz, kierując się do drzwi frontowych. Po prostu musiałem stąd wyjść. – Zamierzałem wam powiedzieć, ale… Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłem. Nienawidzę do tego wracać. To… to jakby inna część mnie.

– Rozumiem – mruknąłem, zakładając na siebie kurtkę i buty. Kiedy się wyprostowałem, spojrzałem w jego stronę i nagle poczułem te pieprzone wyrzuty sumienia, bo wyładowałem na nim całą złość i rozgoryczenie. Westchnąwszy ciężko, podszedłem do chłopaka i objąłem go ramionami w ciasnym uścisku. – Doskonale to rozumiem.

Kiedy się odsunąłem, posłałem mu uśmiech i poklepałem dłonią jego policzek, przez co odwzajemnił uśmiech, nieznacznie unosząc kąciki ust.

– Błagam, tylko nie wściekaj się na Shay – powiedziałem nagląco, a chłopak spojrzał w stronę salonu, krzywiąc się lekko. – Zrzuciłeś to na nią jak bombę. To było za dużo dla niej i dla mnie też. Ty mały, kłamliwy oszuście – dodałem żartobliwie, choć w piersi czułem ogromny ból spowodowany całą sytuacją. Nie chodziło już o to, że nie powiedział nam wcześniej. Czułem ból z tego powodu, że musiał przez to wszystko przechodzić całkowicie sam.

A życie nie było sprawiedliwe.

– Dlaczego nadal obwiniasz się za to, co przydarzyło się Noah? – spytał powoli, z zaciekawieniem w głosie. – To nie była twoja wina. Ludzie sami odpowiadają za swoje czyny.

Przełknąłem ślinę.

– Muszę iść – mruknąłem, sięgając po klamkę. Harry coś jeszcze do mnie mówił, lecz całkowicie się odłączyłem i wyszedłem z mieszkania, zamaszyście zatrzaskując za sobą drzwi. 

_______________

Skomentuj

» Rozdział dwudziesty drugi

O nowych rozdziałach informuję tylko przez GG – wystarczy do mnie napisać

» Kontakt

 wanna be loved  wbl  rozdział 21  updatescorruptedk  
  1. stories-by-maddi zreblogował(a) to od beneaththewords i dodał(a):
    L
  2. hopepatty zreblogował(a) to od zarazobika
  3. zarazobika zreblogował(a) to od beneaththewords
  4. ohhmyharreh zreblogował(a) to od melancholymint
  5. melancholymint zreblogował(a) to od beneaththewords
  6. be-closer zreblogował(a) to od beneaththewords
  7. protectmebaby zreblogował(a) to od beneaththewords
  8. justbemytommo zreblogował(a) to od beneaththewords
  9. agnestories zreblogował(a) to od beneaththewords
  10. exclusivelyalone zreblogował(a) to od beneaththewords
  11. pookolorowana zreblogował(a) to od beneaththewords
  12. wronganswerbabe zreblogował(a) to od beneaththewords
  13. ihavecherrybreath zreblogował(a) to od beneaththewords
  14. malikfrustration zreblogował(a) to od beneaththewords
  15. burningtheharbor zreblogował(a) to od beneaththewords i dodał(a):
    ~~~~~~~~~~~~~~ #1. Ten poranek Nialla i Liama to był prawie jak “Hangover: Part 1564863165” :P Epic. #2. “– Więc nie...
  16. ziallkissinglarry zreblogował(a) to od beneaththewords
  17. the-larry-romance zreblogował(a) to od beneaththewords
  18. iwannstayupallnight zreblogował(a) to od beneaththewords
  19. swingintheclouds zreblogował(a) to od beneaththewords
  20. jimmyeatmyname zreblogował(a) to od beneaththewords
  21. marehullam zreblogował(a) to od beneaththewords
  22. heystrangeer zreblogował(a) to od beneaththewords
  23. hommosexytommo zreblogował(a) to od larrehlittlesecret
  24. likeabaks zreblogował(a) to od beneaththewords